Ubezpieczenia szkolne dla dzieci warto kupić bardziej niż nam się wydaje – przekonuje ekspertka Aleksandra E. Wysocka, redaktor naczelna branżowego tygodnika „Gazeta Ubezpieczeniowa”, mama Emilii, którą ubezpiecza od 18 lat.
Jó-Ju News: – Czy warto i ewentualnie, dlaczego warto kupić dobrowolne ubezpieczenie szkolne dla dziecka?
Aleksandra E. Wysocka: – Oj tak, warto – i to bardziej, niż nam się wydaje. Dzieci potrafią zaskakiwać nawet wtedy, gdy wydają się być najspokojniejsze na świecie. Nigdy nie zapomnę, jak moja córka, anielsko grzeczna dziewczynka, w podstawówce zderzyła się czołowo z… rogiem ławki. Efekt? Uraz głowy i jazda karetką na sygnale prosto na urazówkę. Wtedy dociera do człowieka, że dzieci nie potrzebują sportów ekstremalnych, żeby wpakować się w kłopoty – wystarczy szkolna sala. Dlatego NNW traktuję jak obowiązkowy element wyprawki. Teraz córka jest już po maturze, konie zamieniła na podróże po świecie, a ja nadal pilnuję, by miała odpowiednią ochronę. I dobrze wiedzieć, że takie ubezpieczenie działa do końca nauki – także na studiach – i to niezależnie od tego, czy jesteśmy w Warszawie, Barcelonie czy Bangkoku.
– Na co warto czy trzeba zwrócić uwagę, wybierając oferty różnych ubezpieczycieli dla dzieci i młodzieży?
– Najpierw spójrzmy na sumę ubezpieczenia – to nie drobny druk, tylko serce całej polisy. Od niej zależy, czy po wypadku dostaniemy pieniądze na całą rehabilitację, czy ledwie na kilka plastrów i lizaka na pocieszenie. Równie istotne jest dopasowanie do charakteru dziecka – sportowiec potrzebuje innego pakietu niż przyszły filozof, choć i ten drugi potrafi zrobić sobie krzywdę, potykając się o własny plecak. No i dodatki – brzmią banalnie, a bywają zbawienne. Zwrot za wycieczkę szkolną, na którą dziecko nie pojechało przez kontuzję, to coś, co ratuje nie tylko portfel, ale i nerwy. A jeśli nasze pociechy, tak jak moja córka, wyruszają na zagraniczne wojaże, oprócz NNW absolutnie konieczna jest polisa turystyczna z wysokim limitem kosztów leczenia i transportu medycznego. Bo rachunek z zagranicznego szpitala potrafi być bardziej przerażający niż sama kontuzja.
– Czym Pani kierowała się przy wyborze takiego ubezpieczenia dla Pani dziecka?
– Kiedy córka jeździła konno, wiedziałam, że upadek z konia to nie metafora, tylko realna opcja, więc postawiłam na polisę z wysoką sumą i sportowym zakresem. Teraz, kiedy zamiast bryczesów nosi plecak podróżnika i zwiedza kolejne kraje, zawsze dorzucam jej solidne ubezpieczenie turystyczne – z dużym limitem na leczenie i transport medyczny. Wolę zapłacić więcej za spokój, niż zastanawiać się później, jak pokryć rachunek z kliniki w Japonii. Bo jedno się nie zmienia: dzieci, niezależnie od wieku, zawsze znajdą sposób, żeby nas zaskoczyć – czy to w podstawówce na lekcji matematyki, czy na drugim końcu świata. ●

Dziękujemy Wam za wsparcie
Portal Jó-Ju News powstał i zaczął się rozwijać również dzięki pomocy osób prywatnych, które dostrzegły problemy młodszych i starszych mieszkańców Józefosławia, Julianowa i okolicy. Dziękujemy wszystkim, którzy nam zaufali i wsparli nas lub nadal wspierają.
Dotychczas na nasze największe podziękowania najbardziej zasłużyli Szanowni Państwo: Jarosław Jankowski, Magdalena Bober-Jankowska, Michał Płotka, Edyta Czapla, Natalia Majewska i Monika Bartkowska.
Jeżeli Ty też doceniasz naszą pracę i starania o poprawę jakości życia mieszkańców naszej okolicy, bezpieczeństwa dzieci, młodzieży i zwiększenie ich szans na prawidłowy rozwój – możesz dołączyć do grona wspierających rozwój naszego portalu pisząc na adres jojunews.kontakt@gmail.com lub zostając naszym patronem po kliknięciu w powyższy baner lub bezpośrednio w hasło „Mieszkasz tutaj, musisz wiedzieć”. ●




