– Na początku byliśmy tu nowi. Rdzenni mieszkańcy, na których ziemi powstały osiedla, mieli decydujący głos. Z czasem okazało się, że są w mniejszości, a napływowi zaczęli traktować to miejsce jak swoje. Zawsze angażowałam się w lokalne sprawy, tak też stało się i tym razem – mówi Katarzyna Krzyszkowska Sut, sołtyska Józefosławia, radna miasta i gminy Piaseczno.

Jó-Ju News: – Co podoba się Pani w Józefosławiu lub Julianowie czy okolicy najbardziej? Z czego możemy być tutaj najbardziej zadowoleni? Co najbardziej zasługuje na docenienie?
Katarzyna Krzyszkowska Sut: – To bardzo szerokie pytania, więc trudno odpowiedzieć od razu, co konkretnie mi się tutaj podoba. Żeby być szczerą – nigdy tak naprawdę nie przepadałam za mieszkaniem na wsi. Może od tego zacznijmy. Nie przeprowadziłam się do Józefosławia dlatego, że marzyłam o wiejskim życiu.
Zamieszkałam tu dość dawno temu – to był 2007 rok. Na początku byłam zajęta dziećmi, pracą, urządzaniem codzienności wokół miejsca, w którym przyszło nam żyć. Szybko jednak zaczęłam interesować się tym, co znajduje się trochę dalej niż tylko najbliższe otoczenie.

Razem z mężem zaczęliśmy dostrzegać różne braki, które nam zwyczajnie doskwierały. Wcześniej mieszkaliśmy w dużych miastach i brakowało nam kontaktów międzyludzkich, poczucia wspólnoty, potrzeby działania razem. Z tego poczucia zrodził się pomysł stworzenia magazynu – gazety sąsiedzkiej. Tak powstał magazyn „Sąsiedzi” – początkowo noszący nazwę „Magazyn Mieszkańców Józefosławia i Julianowa”. Była to inicjatywa non-profit, utrzymywana z reklam i prowadzona wspólnie z sąsiadami z naprzeciwka.
Dzięki temu zaczęliśmy docierać do ludzi, brać udział w zebraniach wiejskich, poznawać potencjał tej okolicy. Tak właśnie rozpoczęła się moja działalność społeczna.
Widzieliśmy wiele braków – naprawdę wiele. Nie było ulic, nie było chodników. Wprowadziłam się tu m.in. dlatego, że miała powstać szkoła – moje dziecko miało rozpocząć tam edukację jako pierwszoklasista. W naturalny sposób pojawiła się potrzeba współpracy z gminą, szukania rozwiązań, które poprawiłyby jakość życia wszystkich mieszkańców.
Trochę odbiegam od tematu pytania, ale czuję, że muszę wprowadzić Pana i Czytelników w ten kontekst. Bo to nie jest tak, że się tu przeprowadziłam i od razu wszystko mi się podobało. To była droga – i moja, i tej miejscowości.
– Proszę, to jest interesujące.
– Wiele rzeczy mi się nie podobało. Miałam poczucie bałaganu, braku porządku. Wychowałam się w Katowicach, więc wie Pan: „ordnung” musi być (śmiech). A tu nie było dróg, ulic, chodników. O komunikacji nawet nie wspomnę. Wielokrotnie wracałam do domu z przystanku „rojbusa-widmo”, czyli autobusu, który nie przyjeżdżał – takie sytuacje zdarzały się naprawdę często. W tamtym czasie dojazd do Warszawy, zwłaszcza bez samochodu, był prawdziwym wyzwaniem.
Po pierwszych działaniach społecznych, które doprowadziły m.in. do powstania magazynu „Sąsiedzi”, razem z mężem dołączyliśmy do stowarzyszenia radnej Hanny Krzyżewskiej – Nasz Józefosław i Julianów. Zaczęliśmy działać coraz bardziej aktywnie. Jednym z moich pomysłów było utworzenie biblioteki w naszej miejscowości. Namawiałam do tego panią Hannę, która jako radna mogła wspierać takie inicjatywy z poziomu samorządu.
Małymi krokami – wspólnie z mężem i grupą przyjaciół, działając w ramach stowarzyszenia – zaczęliśmy stopniowo „cywilizować” naszą okolicę. Chodziło o to, żeby Józefosław nie był tylko sypialnią – miejscem, do którego ludzie wracają tylko na noc. W tamtym czasie brakowało tu nawet podstawowej infrastruktury, nie było gdzie pójść, nie było sklepów.

Z czasem działalność się rozwinęła. Założyliśmy drugie stowarzyszenie – Pomysł na Józefosław – i to właśnie wtedy rozpoczęliśmy działania społeczne na większą skalę. Dopiero później pojawiła się propozycja udziału w Radzie Miejskiej. To obecny drugi wiceburmistrz, Robert Widz, zaproponował mi wspólny start w wyborach. Przekonał mnie, że możemy razem wiele zrobić dla tej miejscowości, że mamy realną szansę wpływać na zmiany i wspierać dalszy rozwój okolicy.
Kiedy zostałam radną i zaczęłam wdrażać się w lokalne problemy, musiałam nauczyć się naprawdę wielu rzeczy. Wykonywałam ogrom pracy – takiej u podstaw. Chodziłam do urzędu, rozmawiałam z urzędnikami, poznawałam ich, dowiadywałam się, gdzie znajdują się tereny gminne lub gdzie mogłyby się takie tereny pojawić. Zgłaszałam różne pomysły, podpowiadałam rozwiązania, pytałam, co da się zrobić.
Większość spraw załatwiałam osobiście. Taki bezpośredni kontakt był dla mnie najskuteczniejszy. W tamtym czasie interpelacje nie były jeszcze tak popularne jak dziś. My, radni, opieraliśmy swoją pracę na rozmowie z burmistrzem, kontaktach z urzędem, na przekonywaniu do naszych racji. I uważam, że to było bardzo wartościowe podejście.
Nie należę do żadnej partii politycznej. Do samorządu trafiłam ze społecznikowskiego zaangażowania – z potrzeby działania na rzecz upiększania i poprawiania jakości życia w Józefosławiu i Julianowie, gdzie brakowało nawet podstawowej infrastruktury. Ludzie chcieli, żeby było tu po prostu ładnie i normalnie – tęsknili za tym.
Oczywiście nie brakowało krytyków, którzy mówili: „Nie mamy dróg, a oni chcą kwiatki”. Ale ja uważam, że jedno nie wyklucza drugiego. Można mieć i drogi, i kwiatki. Zawsze do tego dążyłam.

Wraz z Robertem Widzem staraliśmy się przekonywać całą Radę Miejską w Piasecznie – a to przecież 23 osoby – że ta okolica potrzebuje inwestycji, że tu mieszka coraz więcej ludzi, że ta przestrzeń się rozwija i trzeba to dostrzec. I – co najważniejsze – to się udawało.
Od momentu, kiedy zamieszkałam w Józefosławiu, miejscowość zmieniła się diametralnie. Niektórzy mieszkańcy z tamtych lat, którzy potem się wyprowadzili, dziś – wracając tu z wizytą – są po prostu w szoku. Co więcej, nawet radni z południowej części naszej gminy czasem przyjeżdżają „na wycieczkę” i – mówiąc potocznie – są naprawdę pozytywnie zaskoczeni. Tym bardziej, że to przecież oni sami głosowali podczas sesji Rady Miejskiej i podejmowali decyzje, które przyczyniły się do rozwoju tej okolicy.
Uważam, że wydarzyło się tu wiele naprawdę dobrych rzeczy. Józefosław bardzo się rozwinął – nie tylko pod względem infrastruktury, ale też społecznie i kulturowo. Udało się stworzyć wspólnotę ludzi, którzy zaczęli się poznawać, angażować, interesować tym, co dzieje się wokół nich. Dopiero później pojawiły się media społecznościowe – nie wiem, czy to bardziej szczęście, czy nieszczęście – ale faktem jest, że aktywność mieszkańców jeszcze wzrosła.
Punktem centralnym stała się Szkoła Podstawowa im. Janusza Korczaka. Pamiętam jej otwarcie – nie było wtedy tylu uczniów co dziś. Były cztery klasy pierwsze, w jednej z nich uczył się mój syn. Z czasem, wraz z napływem nowych mieszkańców, zaczęło przybywać dzieci. Rodzice chcieli, żeby ich dzieci wychowywały się właśnie tutaj – miały swoich przyjaciół, kolegów, by nie trzeba było codziennie wozić ich do Warszawy. Oczywiście niektórzy tak robili, ale większość wybierała „Korczaka”. I tak szkoła zaczęła pękać w szwach.
Dzięki zaangażowaniu udało się ją rozbudować – powstało nowe skrzydło, początkowo dla gimnazjum. Dziś całość służy uczniom szkoły podstawowej. To jeden z wielu pozytywnych przykładów zmian, jakie zaszły od czasu, gdy się tu przeprowadziłam.
Oczywiście starsi mieszkańcy Józefosławia czy Julianowa mogą narzekać, że kiedyś były tu pola i łąki, więcej zieleni i przestrzeni. I rzeczywiście – było. Ale były to ich własne tereny, które zdecydowali się sprzedać. I przecież wiedzieli, że nie sprzedają ich rolnikom ani pod budowę parków, tylko – zgodnie z zapisami ówczesnych planów zagospodarowania, jeszcze sprzed uchwały z 2018 roku – pod zabudowę mieszkaniową.
Powiem jeszcze jedno: nasza miejscowość była w dużym stopniu przygotowana na rozwój mieszkalnictwa. Mieliśmy media, była kanalizacja – cała ta infrastruktura była przewidziana pod budowę nowych, dużych osiedli. U nas nie powstało ani jedno osiedle z szambem. Mieliśmy więc bazę, ale nie była ona gotowa na aż tak intensywny rozwój obu miejscowości.
Po 2018 roku nastąpił prawdziwy boom budowlany. Uchwalenie nowego planu zagospodarowania przestrzennego sprawiło, że deweloperzy zaczęli się spieszyć z realizacją inwestycji na starych zasadach – chcieli zdążyć przed zmianami, by nie stracić. I teraz… mamy to, co mamy.

Generalnie mogę powiedzieć, że cieszę się z tego, że tu mieszkam. Mam ogród, latem jest zielono, las jest blisko. Co prawda, przyznam szczerze, nie jestem częstą bywalczynią lasu, ale do pracy jeżdżę rowerem właśnie tamtędy – i to jest duży komfort.
Gdyby mi się tutaj nie podobało, po prostu bym się wyprowadziła, prawda? Nikt nikogo nie zmusza do mieszkania w konkretnym miejscu. Możliwości jest dziś naprawdę sporo – i w samej Warszawie, i w okolicach, i w dalszych częściach naszej gminy. Zmiana miejsca zamieszkania jest dziś dużo łatwiejsza niż kiedyś.
Ja jednak nie mam na co narzekać. Moje dzieci wychowały się tutaj, zawiązały przyjaźnie, które trwają do dziś. Pomimo, że synowie są już dorośli i dawno nie chodzą do szkoły, nadal spotykają się w gronie kolegów ze szkoły przy ul. Kameralnej. To dowód, że zbudowała się tu prawdziwa społeczność.
– A teraz, już w roku 2025, z czego Pani jest najbardziej zadowolona? Co najbardziej warto pochwalić?
– Trudno mi wskazać jedną konkretną rzecz, którą jakoś szczególnie doceniam. To nie jest tak, że jest jedno „mega ważne” coś, co by mnie tutaj zatrzymało. Ale na pewno doceniam fakt, że podczas różnych konsultacji społecznych – zwłaszcza przy okazji uchwalania planu zagospodarowania – udało się zabezpieczyć część terenów zielonych. Co ważne, te tereny są rzeczywiście realizowane, a my jako mieszkańcy wciąż zabiegamy o to, by zieleń w naszej okolicy nie zniknęła, lecz dominowała.
Ponieważ moje życie zawodowe i osobiste mocno związane jest z kulturą, cieszę się również z tego, że mamy własny budynek Centrum Kultury – z biblioteką i przestrzenią do spotkań. To naprawdę cenne, że mamy takie miejsce, gdzie można uczestniczyć w kulturze.

Uważam, że takie przestrzenie są niezwykle potrzebne – zwłaszcza w miejscowościach, które rozwijają się od podstaw, a już szczególnie na terenach wiejskich. To zdecydowanie coś, co zaliczam na plus.
– Co nie podoba się Pani w Józefosławiu lub Julianowie czy okolicy najbardziej? Z czego możemy być tutaj najbardziej niezadowoleni? Co najbardziej zasługuje na krytykę?
– Nie ma miejsc, które wyjątkowo by mi przeszkadzały, choć – jako osoba wrażliwa na architekturę – zwracam uwagę na estetykę otoczenia. Niektóre starsze budynki przy Julianowskiej czy hale przemysłowe przy ul. XXI Wieku nie są szczególnie atrakcyjne wizualnie, ale rozumiem, że powstały w innych realiach planistycznych i często pełnią ważne funkcje usługowe.
– Czego w naszej okolicy potrzebujemy najbardziej? Co jest potrzebne najpilniej? Co trzeba zrobić, żeby to się stało?
– Cały czas priorytetem jest poprawa infrastruktury drogowej – to wciąż najpilniejsze zadania, zwłaszcza jeśli mówimy o tzw. inwestycjach twardych. Jednym z kluczowych projektów jest budowa stacji uzdatniania wody dla całej naszej miejscowości. To inwestycja niezwykle potrzebna i – na szczęście – już realizowana. Mam nadzieję, że niebawem zostanie ukończona i zapewni mieszkańcom Józefosławia i Julianowa dostęp do wody z lokalnego źródła, bez konieczności sprowadzania jej z oddalonych punktów.
Kolejnym ważnym obszarem jest dokończenie ulic, które od lat są zgłaszane przez mieszkańców – jak choćby Wilanowska czy Działkowa (choć tutaj istnieje problem kompetencyjny między gminami Piaseczno i Konstancin-Jeziorna) oraz kilka mniejszych ulic przy nowo powstających osiedlach. Liczę na to, że te inwestycje również wejdą w fazę realizacji.
Dużym wyzwaniem jest też teren nowej szkoły w Julianowie oraz całe otoczenie – drogi, chodniki i inne elementy infrastruktury, które muszą powstać wokół placówki. To ogromnie ważne, żeby szkoła nie tylko działała, ale była dobrze skomunikowana i bezpieczna dla dzieci.
Mam nadzieję, że wszystkie te działania uda się zrealizować w spójny i przemyślany sposób. Bo rozwój miejscowości to nie tylko wielkie inwestycje, ale też codzienna jakość życia mieszkańców – ich komfort, bezpieczeństwo i poczucie, że ktoś naprawdę dba o tę przestrzeń. ●

„9 PYTAŃ DO…”
„9 pytań do…” to cykl publikacji portalu „Jó-Ju News”, w którym każdemu rozmówcy czy rozmówczyni zadajemy trzy segmenty pytań po trzy pytania na raz:
1. Co podoba się Panu/Pani w Józefosławiu lub Julianowie czy okolicy najbardziej? Z czego możemy być tutaj najbardziej zadowoleni? Co najbardziej zasługuje na docenienie?
2. Co nie podoba się Panu/Pani w Józefosławiu lub Julianowie czy okolicy najbardziej? Z czego możemy być tutaj najbardziej niezadowoleni? Co najbardziej zasługuje na krytykę?
3. Czego w naszej okolicy potrzebujemy najbardziej? Co jest potrzebne najpilniej? Co trzeba zrobić, żeby to się stało?
Rozmówcy mają pełną swobodę wypowiedzi. W tym cyklu nie dopytujemy, nie dociekamy, nie drążymy. Dodatkowe pytanie czy pytania zadajemy tylko wyjątkowo – gdy czegoś brakuje nam w odpowiedzi na postawione pytania albo uważamy, że odpowiedź warto uzupełnić.
Dziękujemy Wam za wsparcie
Portal Jó-Ju News powstał i zaczął się rozwijać również dzięki pomocy osób prywatnych, które dostrzegły problemy młodszych i starszych mieszkańców Józefosławia, Julianowa i okolicy. Dziękujemy wszystkim, którzy nam zaufali i wsparli nas lub nadal wspierają.
Dotychczas na nasze największe podziękowania najbardziej zasłużyli Szanowni Państwo: Jarosław Jankowski, Magdalena Bober-Jankowska, Michał Płotka, Edyta Czapla i Natalia Majewska.
Jeżeli Ty też doceniasz naszą pracę i starania o poprawę jakości życia mieszkańców naszej okolicy, bezpieczeństwa dzieci, młodzieży i zwiększenie ich szans na prawidłowy rozwój – możesz dołączyć do grona wspierających rozwój naszego portalu pisząc na adres jojunews.kontakt@gmail.com lub zostając naszym patronem po kliknięciu w powyższy baner lub bezpośrednio w hasło „Mieszkasz tutaj, musisz wiedzieć”.




